Zakręceni na punkcie folkloru świętują 65-lecie „Krakusa”

Przez studencki Zespół Pieśni i Tańca AGH „Krakus” przewinęło się dotąd około 6 tysięcy osób. Jednym z jego dawnych solistów jest światowej sławy tenor Wiesław Ochman, inni wychowankowie zasilili szeregi zespołów Śląsk i Mazowsze. A na początku był… big-band

Dziennik Polski_foto

To najstarszy studencki zespół folklorystyczny w Polsce. Powstał przy Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie w 1949 roku. Świętuje więc właśnie 65-lecie. Co ciekawe, wszystko zaczęło się wcale nie od ludowych strojów i hołubców, tylko od… big-bandu. „Krakusa” założył student, później również pracownik AGH Wiesław Białowąs. -Big-band grał jednak muzykę, którą ówczesny ustrój klasyfikował jako kapitalistyczną, czyli złą. Dlatego członkowie zespołu, nie chcąc rezygnować z muzycznych fascynacji, zdecydowali się na ojczysty folklor, bardzo wtedy popularny i niebudzący zastrzeżeń – opowiada Maciej Jędrzejek, kierownik zespołu, związany z nim od 1972 roku. Chętnych nie brakowało. Jak wspominają najstarsi wychowankowie Zespołu Pieśni i Tańca AGH „Krakus” im. W. Białowąsa, na pierwsze występy do Miechowa czy Słomnik jechało się dwiema ciężarówkami. Zaś do dzisiaj przez te 65 lat przewinęło się przez „Krakusa” w sumie około sześciu tysięcy osób. Do najstarszych wychowanków należy 81-letnia Anna Morańska, lekarka. Wraz z całą grupą seniorów wystąpi podczas jubileuszowych koncertów. Przez kilkadziesiąt lat i tańczyła, i była instruktorem w „Krakusie”. Jak znalazła się w zespole AGH – Mieliśmy zespół baletowy na medycynie, który się rozpadł. Wtedy dziewczyny przeszły do zespołu na AGH – wyjaśnia. Na lata wciągnęła ją miłość do tańca i do folkloru. Początkowo męską część zespołu stanowili studenci AGH, teraz również wśród nich jest wielu z innych uczelni. Ciekawostką jest, że zdarzali się już w historii „Krakusa” także tancerze z Brazylii, Australii, Białorusi czy Ukrainy.

W sumie dzisiaj tańczy tu, śpiewa albo gra 200 miłośników folkloru. 120 osób liczy zespół studencki, do tego trzeba dodać grupy: młodzieżową, przedszkolaków (działa od dwóch lat) i seniorów. Nabory nowych członków odbywają się raz do roku, w październiku, gdy do Krakowa zjeżdżają nowi studenci. Przychodzi około setki chętnych. Zgłaszają się głównie ci, którzy już w rodzinnych miejscowościach angażowali się w taką działalność. – Ja zgłosiłem się już w gimnazjum. Przyszedłem troszkę wypchnięty przez mamę, trochę przez siostrę, która tańczyła w „Słowiankach” na UJ. A do tego wybrałem się z kolegą, któremu podobała się dziewczyna z zespołu – opowiada 27-letni Tomasz Poniatowski, który dziś kieruje sekcją taneczną. Spędził z zespołem prawie pół życia i nie żałuje. Przyznaje, że dla niektórych nowicjuszy na początku tańczenie to obciach. – Ale szybko przekonują się, że w zespole można poznać super ludzi, zwiedzić z nim kawał świata z koncertami i że nie przeszkadza to w kopaniu w piłkę – dodaje. Niektórych może do tańca ludowego przekonać fakt, że świetnie wpływa na kondycję, pracuje podczas niego każdy mięsień. – Czasem trzeba podnieść dziewczynę, a to bywa jak siłownia – zauważa Tomasz Poniatowski. Damski strój, np. łowicki, może ważyć do 20 kilo, do tego dochodzą doplatane warkocze, korale, buty… Niegdyś, przez 10 lat, choreografem zespołu był Marian Wieczysty, ten sam, który od połowy lat 50, upowszechniał taniec towarzyski w Polsce. Teraz choreografem jest prof. AGH Jerzy Kwaśniewski, specjalista od lin – bo zespół skupia też pracowników tej uczelni. Z kolei jednym z solistów był w „Krakusie” przed laty Wiesław Ochman, który studiował na AGH, a dziś jest światowej sławy tenorem. Inni wychowankowie zasilili szeregi zespołów „Śląsk” i „Mazowsze”, co świadczy o wysokim poziomie studenckiego „Krakusa”. Są też tacy, którzy prowadzą teraz własne zespoły, zarażając miłością do folkloru głównie dzieci i młodzież.
W swojej historii studencki zespół AGH koncertował już ponad 4,7 tys. razy, w Polsce i za granicą. Występując na festiwalach, uroczystościach AGH, pod której auspicjami działają, a także komercyjnie np. podczas rozmaitych konferencji. Przed laty „Krakus” tańczył dla Gierka, potem przed Gorbaczowem… Członkowie zespołu podkreślają, że są jak rodzina. W „Krakusie” zresztą wiele osób spotkało swoich przyszłych małżonków. – Sam poślubiłem dziewczynę z zespołu. Nasza córka jako dziecko tańczyła w „Krakusie”, a teraz jest instruktorem. Poznała tu chłopaka – i dziś również nasza czteroletnia wnuczka tańczy w zespole. Jest wielopokoleniowo – podsumowuje Maciej Jędrzejek, kierownik zespołu. – Tu są ludzie zakręceni na punkcie folkloru – mówi z kolei Tomek Widomski, kierownik sekcji chóru, 26-letni absolwent AGH. Pochodzi z Limanowej, w tamtejszym zespole zaczynał przygodę z tańcem ludowym. Próbował też tańca towarzyskiego, ale go nie wciągnął. Jego zdaniem umiejętność tańczenia tańca ludowego w naszym kraju wręcz ułatwia życie. – W Polsce tańczy się dużo i często, na różnych imprezach. Przydaje sie wtedy polka, która jest bardzo uniwersalnym tańcem -podpowiada. Zwraca też uwagę, że zainteresowanie folklorem rośnie. – Folklor powraca, widać jego elementy na koszulkach, krawatach – wymienia Tomasz Widomski. Wszystkich zachęca do jego poznawania. -Bo folklor to coś, co nie jest zapożyczone, tylko nasze, polskie i na pewno wyjątkowe -podkreśla 26-latek.

Małgorzata Mrowiec (Dziennik Polski – Kronika Krakowska 22-23.11.2014)