MENU
pl en

2026-07-31

Krakus w słoweńskim Mariborze

Alina Wasilewska

Krakus w Słowenii

Koniec czerwca w każdej osobie budzi inne emocje. Dla dzieci to moment upragnionych wakacji, dla pracowników - kolejny dzień w kalendarzu (bądź również oczekiwany urlop). Studenci naszej uczelni zaś mierzą się wtedy z trudnym zadaniem - zdaniem sesji. Tuż po zakończeniu swoich egzaminów my, tancerze Zespołu Pieśni i Tańca „Krakus” wyruszyliśmy do Słowenii na zasłużony odpoczynek po pracy. 

Naszym celem była 38 edycja Międzynarodowego CIOFF-owskiego Festiwalu Folklorystycznego Folkart w Mariborze, będącego częścią Festiwalu Lent. Jest to pierwsze wydarzenie folklorystyczne, które zostało objęte patronatem UNESCO. W tegorocznej edycji w dniach 26.06 - 4.07 wystąpiło siedem zespołów z całego świata. Na mariborskich scenach stanęły grupy z Polski, Portoryko, Macedonii Północnej, Uzbekistanu, Boliwii, Słowenii i Kosowa. 

Pierwsze dni płynęły spokojnie - wręcz sielsko. Przybyliśmy na 2 dni przed właściwym rozpoczęciem festiwalu, co pozwoliło nam odkryć nieco Słowenii na własną rękę. Na początku zwiedzaliśmy samodzielnie Maribor, który okazał się być niezwykle malowniczym miastem. Zobaczyliśmy miejsca związane z historią miasta oraz spędziliśmy spokojne chwilę nad rzeką Drawą.

Przed pierwszymi występami udało się nam również zwiedzić Jaskinie Szkocjańskie - jedne z największych jaskiń w Europie. Wejście tam było niezwykłe pod wieloma względami. Przede wszystkim zachwyciła nas monumentalność podziemnej przyrody. Wszystkim ten widok kojarzył się z Jaskinią Moria, znaną z “Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena.

Jednak nie po to przyjechaliśmy. Już wkrótce rozpoczęliśmy Folkart Festival uroczystą paradą, która przechodziła przez całe miasto. Od tego dnia powiedzieć, że było “intensywnie”, to za mało. Każdego dnia czekały na nas nowe występy. Przybliżaliśmy widzom tańce śląskie, sądeckie i kujawiaka z oberkiem. Śmiejąc się z zasady “złej baletnicy przeszkadza nawet i rąbek u spódnicy” dawaliśmy świetne występy wszędzie - nieważne czy naszym podłożem była scena, kostka na rynku głównym czy boisko przy szpitalu psychiatrycznym. 

A były świetne, bo nas wszystkich w jednym momencie łączyła pasja do polskiego folkloru. My tylko dawaliśmy się jej ponieść (i to nie tylko na scenie). Mimo zmęczenia, odczuliśmy wielką wdzięczność za to, że możemy pokazać wszystkim mieszkańcom jakąś część Polski, którą wzięliśmy ze sobą. Trudno stracić humor, gdy w jednym momencie porywa cię energia tańca, a w drugim starsza Słowenka dotyka sądecki strój mówiąc, że jest nim zachwycona.

Na  takie momenty czekaliśmy cały rok. 

Dane kontaktowe

Skontaktuj się z nami!

Kontakt

Dla studentów

Dla członków