Portugalia 06-13.08.2018 – Fest’In Folk Corredoura w Guimaraes

Portugalia_1120x207

FEST’IN FOLK CORREDOURA W GUMIARÃES
PORTUGALIA, 6-13.08.2018

                Dnia 6.08.2018 roku Zespół Pieśni i Tańca AGH „Krakus” im. Wiesława Białowąsa rozpoczął pierwszy w tym sezonie artystycznym wyjazd zagraniczny. Naszym celem była Portugalia w której to Zespół w całej swojej historii był tylko raz, 11 lat temu. Już od początku wiedzieliśmy, że wyjazd będzie specyficzny ze względu na ilość nowości, jakie na nas czekają.  Pierwszą z nich był fakt, że był to wyjazd nie” autobusowy”,  jak jest to w naszym zwyczaju lecz podróż na festiwal odbyła się samPortugalia 2018olotem! O godzinie 9:00 cały Zespół zebrał się wyjątkowo nie w siedzibie Zespołu, lecz na krakowskim lotnisku. Jak się okazało punktualność już do samego końca wyjazdu była naszą bardzo mocną stroną. Kolejną nowością była kwestia kierownictwa na wyjeździe. Tutaj zadebiutowało aż trzech naszych kolegów. Pełniącym Obowiązki kierownika sekcji baletu był Daniel Rożko, „P.O” kierownika chóru Paweł „Częsty” Tokarz, natomiast nad wszystkim pieczę sprawował nasz akordeonista Maciej Maksoń – kierownik wyjazdu. Zgodnie musimy przyznać, iż wszyscy panowie idealnie wywiązywali się ze swoich obowiązków. Po wszelkich formalnościach związanych z przelotem samolotem około godziny 12 cała grupa 25 osób siedziała już wygodnie na pokładzie samolotu. Dla kilku osób była to okazja, aby pierwszy raz w życiu wzbić się w niebiańskie przestrzenie i podziwiać ziemię z lotu ptaka. Na szczęście lot przebiegł bez żadnych problemów i po 3 godzinach i 45 minutach wylądowaliśmy na lotnisku w przepięknym Porto.

                Na miejscu czekały na nas nasze pilotki – Ana i Catia. Zaprowadziły nas do autokaru, którym to udaliśmy się do miejsca docelowego czyli do Guimarães. Wyjazd zapowiadał się bardzo przyjemnie: mało koncertów, dużo odpoczynku. Jednak już w autokarze okazało się, że będzie to wyjazd pracowity z większymi możliwościami na pokazanie polskiego folkloru. Zamiast wolnego popołudnia i wieczoru mieliśmy okazję dać swój pierwszy popis. Byliśmy tym faktem bardzo zaskoczeni, tym bardziej że musieliśmy zatańczyć fragment Lajkonika ze suity krakowskiej, którego to na wyjazd nie przygotowaliśmy. Po krótkiej próbie, szybkim wyszykowaniu zwarci i gotowi udaliśmy się na mecz o Puchar Portugalii, gdzie miejscowa Vittoria podejmowała CD Tondella. W przerwie meczu mieliśmy okazę zaprezentować około 30 sekund naszych możliwości na murawie stadionu. Mimo tak ekstremalnych warunków „Krakus” jak zwykle poradził sobie znakomicie, dostając gromkie brawa od kibiców obu stron! Z kronikarskiego obowiązku należy dodać, że mecz zakończył się wynikiem 0:2 na korzyść gości.

                Drugi dzień od rana był pracowity. Nasza kapela udała się na próbę orkiestry festiwalowej, która składała się ze wszystkich muzyków festiwalu. Przygotowywali oni kilka piosenek na rozpoczęcie i zakończenie galowych koncertów. Czasu mieli mało, a pracy bardzo dużo. Zajęcie czekało też pary baletowe, które trenowały układ tańca inaugurującego i kończącego festiwal. Po próbach była chwila, aby móc pozwiedzać Guimarães. Pod wieczór Zespół udał się na koncert do pobliskiego domu spokojnej starości, gdzie zaprezentowaliśmy piosenki „przygodne” oraz całą suitę rzeszowską. Publiczność z wielką radością odebrała nasz występ, tańczyliśmy na świetlicy, mając dokoła widzów, którzy czuli się jakby sami uczestniczyli w naszych tańcach. Ugościli nas pyszną kolacją z ryżem w roli głównej, pożegnali dając mały upominek- bębenek. Po powrocie odbyły się pierwsze integracje z zespołami z Kolumbii, Argentyny, Madery i Gwinei.

                Trzeciego dnia jak i poprzedniego do południa odbywały się pracowite próby. Po lunchu  mieliśmy sporo czasu na  przygotowanie się do wyjazdu do pobliskiego miasteczka Fafe, gdzie odbyła się pierwsza parada i krótki koncert, dlatego wykorzystaliśmy czas i wybraliśmy się całą grupą na Teleferivo deGuimarães. Była to kolejka linowa, która zawiozła nas na najwyższy punkt widokowy,  gdzie znajdował się przepiękny kościółek. Można było podziwiać z góry piękne widoki na pobliskie miasteczka i krajobrazy. Po powrocie z koncertu odbyła się pierwsza oficjalna integracja w jednym z pobliskich klubów.

                W Czwartek po ponownych porannych próbach udaliśmy się na koncert do miasteczka Barcelos. Jak zawsze wyjechaliśmy na tyle wcześniej, aby poczekać na nasz występ, jednak tym razem mogliśmy wykorzystać ten czas na zakup pamiątek, degustacje win, integracje z zespołem z Kolumbii. Tutaj pierwszy raz zaprezentowaliśmy skrót suity krakowskiej, przyśpiewki kapeli, a na koniec zatańczyliśmy fragmenty suity rzeszowskiej. Po powrocie nieco zmęczeni zostaliśmy zaproszeni przez zespół z Kolumbii na festiwalowy pokaz mody. Co się na nim działo, pozostanie2018.08_Portugalia (51) jednak naszą słodką tajemnicą :)

                Piąty dzień naszego wyjazdu był jednocześnie pierwszym dniem oficjalnych imprez festiwalowych. Po śniadaniu oczywiście odbyły się próby, popołudniu natomiast delegacja naszego zespołu- Kierownik i jedna para udali się na spotkanie z burmistrzem miasteczka.  Po wymianie upominków i wspólnych zdjęciach reszta Zespołu dołączyła do delegacji i odbyła się parada promująca wieczorne koncerty. Po kolacji  w przepięknej scenerii,  jako ostatni Zespół mogliśmy zaprezentować swoje tańce- była to suita rzeszowska. Po udanym koncercie był czas na drugą oficjalną integrację w pobliskim klubie, jednak nasz Zespól zrezygnował z imprezy, by skoro świt wyruszyć w nieznane.

                Sobota była dniem gdzie mieliśmy czas wolny, aż do godziny 16:00. Żal było nie wykorzystać takiej okazji i już o godzinie 6:30 grupa 16 osób siedziała w pociągu do malowniczego Porto. Dostaliśmy zgodę organizatora na wycieczkę ze względu na to że byliśmy zawsze punktualną i zorganizowaną grupą. Na miejscu nasz kolega Michał „Czechu” Czech oprowadził nas po urokliwych uliczkach tego portowego miasta. Opowiedział kilka faktów oraz ciekawostek i zaprowadził na kolejkę, którą to wyjechaliśmy na kolejny kościółek na górce. Stamtąd już prosto do pociągu, zahaczając oczywiście o słynną restauracje McDonald- obowiązkowy punkt każdej wycieczki ;) Ten jeden raz na obiad mogliśmy zjeść coś innego niż ryż. Tak, tak, codziennie dwa razy dziennie posiłki składały się z ryżu i jakiegoś dodatku ;) Popołudniu mieliśmy okazje pojechać do oddalonego 150 km miasteczka- Merufe. Tam miał miejsce inny festiwal, na którym byliśmy zaproszeni jako gość i gwiazda wieczoru. Zatańczyliśmy tam solówkę śmieszkę oraz suitę rzeszowską. Koncert bardzo spodobał się tamtejszej publiczności.

Ostatni dzień festiwalu był bardzo aktywny. Śniadanie odbyło się wcześniej niż zawsze, by już na 10:30 uczestniczyć w Mszy Świętej. Podczas Komunii Świętej mieliśmy okazję zaśpiewać pieśń religijną „Pod Twą obronę”. Trzeba przyznać, iż wyróżniała się ona ze wszystkich pieśni wykonanych przez inne zespoły i mocno zdziwiliśmy nią organizatorów oraz resztę uczestników. Żeby tradycji stało się zadość po Mszy mieliśmy na miejscu ponad godzinę oczekiwania na posiłek. Zauważyliśmy podczas całego wyjazdu iż Portugalczycy lubią swój czas spędzać na.. czekaniu ;) Dlatego pewnego dnia nawet spóźniliśmy się na czekanie…
Popołudniu odbyły się ostatnie próby na gali finałowej festiwalu. Niestety nad naszym miasteczkiem zaczęły się zbierać ciemne chmury. Mieliśmy nadzieje, że wytrzymają do końca koncertu, jednak po ceremonii otwarcia zaczął kropić deszcz… Podczas pierwszego występu tego wieczoru i to niestety naszego występu deszcz spłatał nam nie małe figle i zaraz po skrócie suity rzeszowskiej zeszliśmy ze sceny (nie prezentując piosenek kapeli, ani suity krakowskiej). Było nam bardzo przykro z tego powodu, jednak nie byliśmy w stanie tańczyć, a kapela grać. Deszcz potraktowaliśmy jako wyraz smutku ze strony Portugalii, że za kilka godzin mieliśmy ją opuścić… ;)

Pozytywnym aspektem tego wieczoru była radość naszych pilotek z faktu, że mogły wystąpić na scenie w naszych strojach. Catia ubrała strój łowicki, Ana natomiast strój krakowski. Z dumą prezentowały nasze stroje na scenie.

Ostatnia noc nie mogła być przespana- po powrocie z koncertów mieliśmy około 3 godziny na spakowanie i pożegnanie się ze wszystkimi grupami. O godzinie 4:30 wyruszyliśmy autobusem do Porto i ledwo każdy zamknął oczy- już byliśmy na miejscu. Podobnie było z podróżą samolotem.
O godzinie 11:50 w poniedziałek szczęśliwie wylądowaliśmy na ojczystej ziemi na krakowskim lotnisku, z którego każdy z łezką w oku udał się do swojego domu.

Był to dla nas bardzo długi bo aż tygodniowy festiwal, gdzie starliśmy się maksymalnie wykorzystywać każdą wolną chwilę na poznawanie miasteczek, kultury, kuchni, języka naszych gospodarzy. Niezawodny tutaj okazał się nasz kolego kontrabasista Jasiu, który używając dwóch słów potrafił dogadać się z każdym. Także wyjazd możemy uznać za bardzo udany i podsumować słynnymi już dwoma słowami: Contrabaho i Tranquillo!

autor: Anna Marek

Galeria foto: Portugalia 2018